Wednesday, May 4, 2011

Szal Semele Shawl

Semele 4

Well, here it is... Semele shawl (more photos at the end of this post). I took a liking to this pattern as soon, as I saw this shawl here (blog: Hobby Antosi). I have to say that in the beginning I encountered a few difficulties with the pattern, but thanks to Antosia, the project began progressing smoothly and rather quickly. Although I usually prefer working with the charts (especially with lace and cable patterns), I switched entirely to written instructions and that's what made a huge difference for me. Generally speaking, I had a lot of fun knitting this shawl, despite the less than stellar yarn.  I used Artistic 8/2 by Aade Long. I bought mine on eBay (for a VERY reasonable price), mainly because I loved the colourway and the long colour repeats. I also have seen this yarn used in shawls and I liked the look. However, like many things, this yarn has its drawbacks. I found it relatively scratchy, although not as rough as Kauni or Jamieson's Shetland Spindrift. Despite that, it is VERY prone to felting, much more than the other yarns I just mentioned. It did not soften after a wash/soak and developed a very noticeable bloom. It also was not colourfast. When I washed  my shawl, a LOT of dye came off. Afterwards, the colors were not as saturated/intense as before. Artistic also tends to pill and shed, and comes 'adorned' with a number of little twig/grass particles.  Still, it is not the worst of yarns and definitely has its uses. I just prefer working with softer yarns that are not going to bleed a lot of colour.

Well, that's it for now. Thank you for visiting this place and have a wonderful day, full of good luck and yummy yarn.

.

No i wydziergalam Semele (wiecej fotek na koncu postu), ktora mi sie diabelnie spodobala jak ja podpatrzylam u Antosi. Musze powiedziec, ze chociaz na samym poczatku mialam troszke trudnosci ze wzorem, to dzieki radom autorki powyzszego blogu, robota zaczela isc gladko i dosyc szybko. Po prostu zaczelam robic wedlug opisu w slowach, zamiast ze schematu. Az sie sobie dziwie, bo przewaznie preferuje schematy, szczegolnie jesli chodzi o jakiekolwiek azury czy warkocze. Jednak w tym przypadku, schemat jest jakis taki, ze nie czyta sie go zbyt wygodnie, plus poczatek, ktory jest dosyc nietypowy, lepiej zrozumiec i wykonac wlasnie z opisu slownego. Dziekuje Wandziu - za wszystko. Ogolem mowiac, jest to bardzo wdzieczna robotka. Dziergalo mi sie ja, ze tak powiem, z wielkim smakiem, chociaz wloczka odrobinke zmniejszala te przyjemnosc. Wloczka to welna Artistic 8/2 produkowana przez Aade Long w Estonii. Ja swoja kupilam na eBay'u, a cena byla bardzo przystepna jak na ponad 200g czystej welny. Kupilam ja glownie ze wzgledu na kolory. Chociaz inne robotkowiczki pisaly, ze jest mieksza od Kauni, to dla mnie nadal jest troszke zbyt szorstka. Najwiekszy problem to to, ze podczas moczenia w wodzie, wloczka puscila farbe w bardzo duzych ilosciach i po upraniu szal nie ma juz takich glebokich i intensywnych barw jak przedtem. Poniewaz wloczka jest  drapiaca, trzeba sie z nia obchodzic dosyc delikatnie, bo ma niesamowita tendencje do filcowania sie. Mam jedna wloczke, ktora jest bardziej drapiaca i czepliwa od Artistic, a tak bardzo sie nie filcuje. Artistic takze uwielbia sie mechacic, szczegolnie po kontakcie z woda. Na dodatek w moim motku bylo sporo jakis malych trawek i galazek. To wszystko nic strasznego, ale w porownaniu z welnami, ktore juz uzywalam, ta nie ma zbyt dobrej jakosci, chociaz nie jest znowu taka najgorsza.

Z innej beczki... Co do poprzedniego postu, to ciesze sie, jezeli moje "porady" choc troche sie komus przydaly.  
No, i to tyle na dzis. Dziekuje bardzo za odwiedziny i zycze pieknego dnia oraz przyjemnego dziergania.
Semele 2

Semele 3

Semele 5

.

Tuesday, April 26, 2011

Co mi ulatwia dzierganie azurow?

UWAGA: Dlugi post.

Panie, ktore nie mialy jeszcze sposobnosci dziergac na drutach azurow/koronek, nieraz sa uprzedzone do tego rodzaju wzorow mowiac ze to wyzsza szkola jazdy, czarna magia, skomplikowane, zbyt trudne, itp. itd. Ze mna bylo podobnie. Kiedy pierwszy raz zobaczylam na oczy malutkie koronkowe szaliczki to doslownie pomyslalam "O kurcze, ale fajne. Tez bym chciala takie cos zrobic, ale gdzie mi do tego. Tu to trzeba mniec nie lada doswiadczenie." Och, jakze sie mylilam. Wbrew pozorom, dzierganie koronek na drutach jest dosyc latwe i do tego stopnia przyjemne, ze trudno przez dluzszy czas nie miec czegos azurowego na drutach. Wymieniajac uwagi z innymi robotkowiczkami z calego swiata, doszlam do wniosku ze to, co czesto zniecheca ludzi do kontynuacji (lub zaczecia) dziergania azurow to nie zadne wymyslne/egzotyczne oczka, czy nawet czytanie ze schematow, ale raczej brak odpowiedniej dla danej osoby organizacji pracy, doboru wygodnych i odpowiednich narzedzi oraz... koncentracji.  Dzis  napisze Wam o rzeczach ktore bardzo ulatwiaja mi dzierganie azurow.  Nie bede tlumaczyla sciegow, ani jak sie czyta schematy - tych informacji jest zatrzesienie w Internecie. Wszystkie porady zawarte w tym poscie nadaja sie takze do innych typow wzorow, szczegolnie np. do 'warkoczy'. Dzieki odpowiedniej (przynajmniej dla mnie) organizacji i odpowiednim narzedziom pracy, niestraszny dla mnie zaden projekt na druty (no, prawie zaden). Tutaj przypominam, ze chociaz dziele sie poradami ktore sa dla mnie bardzo pomocne, istnieje pelno innych sposobow na ulatwienie sobie roboty, ktore moga okazac sie dla Was bardziej praktyczne. Ile robotkowiczek, tyle porad.

Zacznijmy od narzedzi i materialow... Zupelnie poczatkujacym radzilabym uzycie wloczki troszke grubszej niz cieniutka niteczka. Cienka wloczka jest troche trudniejsza do kontrolowania i wymagajaca dla oczu, tym bardziej na cieniutkich drutach.  Grubsza w tym przypadku oznacza ok. 1-1.6  mm srednicy (po angielsku: fingering, sport weight). Wazne jest tez dobre oswietlenie, szczegolnie jesli robi sie z wloczki ciemnej.  Jezeli chodzi o druty, to preferuje robienie na drutach z zylka, poniewaz latwiej mi na nich manewrowac robotka, sa lzejsze, oraz latwiej zmiescic na nich duza ilosc oczek. Do wloczek sliskich uzywam drutow drewnianych, do innych - metalowych. Ale to ja. Zawsze uzywajcie drutow ktore sa dla Was najwygodniejsze.

Czytajac schematy lub dlugie instrukcje wzorow azurowych bardzo latwo sie pogubic i narobic bledow (szczegolnie kiedy musimy przerwac robotke, lub ktos odwroci nasza uwage). Dlatego tez uzywam ponizszych pomocy.
.
 Jezeli uzywam schematu, robie sobie fotokopie i przyczepiam paskami magnesu do magnetycznej tabliczki (ta kupilam w Knit Picks). Paski magnesu mozna tez uzyc do zaznaczenia miejsca, w ktorym jestesmy na schemacie, lub mozna w tym celu uzyc przezroczystej, kolorowej tasmy. Czesto tez uzywam klejacych strzalek, aby sobie zaznaczyc specyficzne oczka (jesli np. musze przerwac robotke z jakiegos powodu), albo zeby zaznaczyc ostatni przerobiony rzad, sczegolnie, jezeli uzywam instrukcji pisemnych.















Jesli ktos nie ma takich gotowych strzalek, moze je sobie zrobic z samoprzylepnych karteczek (patrz na pierwsze zdjecie) - odrywamy kawalek karteczki i rysujemy strzalke. Takie samoprzylepne karteczki (lub strzalki i tasmy), ktore latwo potem odkleic, itp., dobrze jest tez uzyc kiedy nie mamy magnetycznej tabliczki, tylko pracujemy prosto z ksiazki albo z magazynu. Ja mam taki problem, ze czesto zapominam nad ktorym rzedem pracuje lub ktory juz przerobilam, szczegolnie jezeli musze odlozyc robotke na dluzszy czas. Abym nie musiala sie martwic o to, czy zapamietam (bo zapisac tez nieraz zapomne, szczegolnie jesli cos mi nagle wyskoczy), uzywam nie tylko strzalek (bo te potrafia sie odkleic po jakims czasie), ale takze licznika do rzedow. Mam dwa rodzaje i te lubie najbardziej.











Do bardzo malych/prostych robotek nie uzywam licznikow, tyko za kazdym razem, gdy skoncze rzad, robie sobie kreseczke na kartce papieru.
W przypadkach, kiedy musze pracowac z kilkoma schematami na raz (a tym bardziej, ze lubie robic naraz np. dwa rekawy, dwa przody) ( np. sweterek ponizej),













rozpisuje sobie w notatniku rozmieszczenie schematow i za kazdym razem kiedy skoncze rzadek, stawiam kreseczke. Bardzo mi to pomaga, szczegolnie kiedy schematy roznia sie tylko jednym szczegolem. Ale to juz wybiegam za daleko. Wiekszosc azurow nie jest az tak skomplikowana. Nie chce tu nikogo straszyc.













Bardzo czesto wzory azurowe zawieraja jeden (lub wiecej) motyw powtarzany kilkakrotnie w jednym rzedzie. Ja kazdy taki motyw oddzielam znacznikami. Np. jezeli motyw ma 10 oczek, to znacznik wloze co 10-te oczko. W ten sposob latwiej sie nie pogubic miedzy powtorkami motywu, latwiej wylapac i naprawic pomylki, oraz latwiej zapamietac wzor (co bardzo przyspiesza robote).  Bardzo tez lubie uzywac znacznikow oddzielajacych oczka lub motywy brzegowe od motywow srodkowych. Na zdjeciu ponizej widac jasno- i ciemno- fioletowe znaczniki.

















Osobiscie lubie uzywac znacznikow, ktore sie otwieraja (jak agrafki), lub gumowych koleczek. Znacznikami moga byc agrafki, roznego rodzaju koleczka, petelki z kawalkow starej wloczki, gumki do wlosow, itp, itd - byle by byly wygodne w uzyciu dla Was.

O pomylki w robieniu na drutach nietrudno. Jezeli robi sie przede wszystkim sciegiem gladkim, wystarczy spruc do miejsca pomylki i naprawic. W azurach nie jest to az takie proste, poniewaz wystepuje tu czesto kilka oczek przerabianych razem, oczka narzucone, itp., itd., ktore po spruciu nielatwo znalezc, tym bardziej ze wloczka czesto jest cienka. Aby nie pruc calej robotki przez jedna mala pomylke, wsadzam co kilka rzedow (najczejsciej po kazdym przerobieniu grupy powtarzajacych sie rzedow) tzw. linie zycia (ang. life line). Linia zycia to po prostu kawalek nitki przewleczony przez wszystkie oczka ostatniego rzedu. Na wypadek gdy trzeba pruc, to pruje sie do rzedu oczek z nitka (linia zycia). Poniewaz oczka sa na nitce, nie sposob ich dalej spruc i mozna latwo nabrac z powrotem na druty. Ale popatrzmy na ponizsze zdjecia - moze bedzie latwiej zrozumiec o co mi chodzi. Linie zycia mozna zainstalowac w dwa sposoby - igla, lub drutem (jesli mamy odpowiednie druty).
Ponizej pokazalam wkladanie linii igla. Jezeli mamy znaczniki, ktore sie nie otwieraja, pamietajmy, aby nie przewlec nitki przez znacznik, tylko go ominac.














A tu linia juz wlozona i znacznik wyjety.















Jezeli mamy druty z taka oto dziurka (np. Knit Picks/Knit Pro), to mozemy przewlec nitke przez te dziurke.
 
Podczas przerabiania rzedow, nitka zostanie przewleczona przez oczka automatycznie.
..
Jedna z najczestszych pomylek jakie sie zdarzaja w robieniu wzorow azurowych, to zapomnienie zrobienia oczka narzuconego (po angielsku: yarn over (yo). Mozna to bardzo latwo naprawic, bez zadnego prucia, jezeli blad wystepuje w dopiero co zrobionym rzedzie (np. rzad nr. 1). Jezeli obawiamy sie, ze nie zapamietamy gdzie jest pomylka, to wsadzamy znacznik tam gdzie oczko narzucone powinno sie znajdowac. Podczas przerabiania nastepnego rzedu (rzad nr.2), dochodzimy do zaznaczonego miejsca. Nastepnie zahaczamy odcinek wloczki pomiedzy dwoma istniejacymi juz oczkami i nakladamy na lewy drut (i juz mamy oczko narzucone - bo tak wlasnie powinno wygladac oczko narzucone zrobione w poprzednim rzedzie). Nastepnie przerabiamy owo narzucone oczko wedlug schematu dla rzedu nr.2. Na zdjeciach - prosze zignorowac pozycje znacznika.
.

No, i coz jeszcze moge napisac? Najprawdopodobniej czegos zapomnialam. Nie musze chyba nikomu mowic, jak wazna jest koncentracja nad wzorami azurowymi (i warkoczowymi). Dlatego tez, jezeli jestem bardzo zmeczona, zestresowana, lub tam, gdzie ktos bedzie mi ciagle przerywal, to raczej wybieram robotki proste i niewymagajace. Nie radze tez dziergac w lozku, lub "po kieliszku", gdyz grozi to nadzianiem sie na druty, nie mowiac juz o nieziemskiej ilosci bledow w robotce trudnych potem do naprawienia. Musze tez dodac, ze opisanie tych wszystkich rzeczy zajmuje wiecej czasu i wszystko to wydaje sie bardziej skomplikowane niz naprawde jest. Bardzo dziekuje za wizyte. Zycze pieknego dnia.

Thursday, April 21, 2011

Lilac Leaf Scarf/Liscie Bzu






















Skonczylam sobie wczoraj koronkowy szaliczek (wiecej fotek na koncu postu). Zajal dosyc dlugo bo to nie dosc, ze wloczka cieniuska (ok. 0.6 mm grubosci, uzylam drutow US 2), to jeszcze odlozylam go na jakis czas zeby robic inne robotki. Zdaje sobie sprawe, ze kolorki raczej dla odwaznych, ale dla mnie efekt jest bardzo wesoly i wiosenny. Wzor szaliczka to Lilac Leaf Stole z ksiazki Knitted Lace of Estonia. Te z Was, ktore maja ksiazke Haapsalu Sall, prawdopodobnie znajda tam bardzo podobne (jezeli nie te same) elementy. Wzor jest w zasadzie latwy do wykonania i zapamietania, czyli nic strasznego i nic wspolnego z czarna magia. Wbrew pozorom, robienie azurow na drutach jest bardzo proste. Najwazniejsze w tym wszystkim to dobra organizacja pracy, nie dziergac podczas silnego zmeczenia i "narzedzia" pomocne w postaci znacznikow i innych ulubionych gadzetow do szycia i 'drutowania'.  Moze kiedys napisze w jaki sposob ulatwiam sobie dzierganie azurow. Wloczke (welna merino) zakupilam w sklepie internetowym (na Etsy) Play at Life Fiber Arts. Jesli sie nie myle, to kobietka robi wysylki na caly swiat i chyba raczej niedrogo (dla mnie w Kanadzie jest dosyc tanio).

Dziekuje za odwiedziny na blogu. Zycze Wam radosnych i spokojnych swiat Wielkiej Nocy.

I finished my lace scarf yesterday (more photos at the end of this post). It took some time to finish, but then, the yarn is very thin (approx. 0.6 mm thick; I used size 2 needles), and it got put on a back burner several times. I realize that the colors are rather bright, but for me, the effect is very cheerful and Springy. The pattern I used here is the Lilac Leaf Shawl from Knitted Lace of Estonia. It is a relatively easy pattern to execute. For those of you not familiar with knitting lacy patterns, please believe me that they are really not that hard. It is, however, easy to loose your place in the pattern, hence a good organization, avoiding knitting when fatigued or very stressed, and using great knitting tools like stitch markers make the project a lot easier and thus more enjoyable. Maybe some day, I'll write a post about things I do/use to make knitting lace patterns easier for me.  The yarn, which I used for this project is 100% Merino, and I bought it from Play at Life Fiber Arts

Thank you for visiting my blog. Have a wonderful and happy Easter!






















































Saturday, April 2, 2011

Two and a half pillows/Dwie i pol poduszki














No, nareszcie skonczylam te poduszki. To znaczy tylko te, ktore sa robione z wloczki (zwykly akryl), bo tej wyszywanej to jeszcze dluuuugo do wykonczenia. Te wloczkowe sa zrobione podlug opisu z DROPSa. Ale jak same/sami widzicie, nietrudno takie cos zrobic bez instrukcji. Wystarczy tylko wiedziec jak robic kwiatki, a potem zrobic poszewke na poduszke. Kwiatki przyszyc do poszewki i juz.

Well, the pillows are finally finished. That is, only the ones made from yarn (Bernat Softee Chunky) are done, because the needlepoint one is a looooong way away from the finish line. I used the free pattern from DROPS here, but if you already know how to make crochet flowers and a pillow case, you can very likely make them without a pattern.  



























Jezeli chodzi o poszewke, to zrobilam ja inaczej niz w oryginale. Po prostu wydziergalam na drutach dwa dlugie prostokaty (zakonczone sciegiem francuskim zeby sie nie zwijaly). Potem je zlozylam tak, jak na ponizszym zdjeciu i zszylam. Dzieki temu mam poszewke, ktorej po wlozeniu poduszki, nie trzeba zaszywac, ani na nic zapinac. Tak ogolem to najbardziej zmudne i dlugie bylo dzierganie tych prostokatow.

My pillowcase wasn't made according to the pattern. I just knitted two long rectangles (with garter stitch edges to prevent rolling), folded them as in the photo below, and sewed the sides together. This way, I have a pillow case that doesn't need any sewing up or buttoning (or anything of the sort) after the pillow insert is put in. Easy. The worst part of this project was knitting the long strips of mainly stockinette stitch. Pure boredom.


A ponizej widac przyszla poduszke w polowie wyszywania (gdzies tak ok. dwa tygodnie temu). Druga polowa w toku, ale ostatnio jakos na robotki nie bylo czasu, wiec idzie w tempie slimaczym. Dziekuje bardzo za odwiedziny i zycze milego dnia.

Below is the needlepoint roses pillow half way done (about two weeks ago). Although I started on the second half, it's progressing unbelievably slowly due to lack of time for crafts in general. Thank  you so much for visiting this place. Have a wonderful day.




Friday, February 25, 2011

Prosze panstwa, oto mis.../Pablo The Bear

















Here is a little bear I made for my little DD. His name is Pablo (I have no idea why we called him that - he just looked like a Pablo to us) and you can find a free pattern for him on the allaboutyou website.  He's a quick, little project -  he only took me four days of sporadic knitting to make, he's about 7" tall and the most fiddly part was sewing up and assembly. I also decided to make him in stockinette stitch - I wasn't a big fan of the bumpy texture for this specific bear.
The yarn I used is Bernat Mosaic. It comes in several interesting colourways (I used Spectrum), and in this respect it's very much like Noro yarns, but without the cost and the scratchy texture. It is actually quite soft. The only problem I had with it is that at times, the strand of yarn (it is single ply) was so weak, it just broke apart/disintegrated during regular knitting - no excessive tugging or tension, just plain, old knitting. It also tends to pill, but that's the nature of the beast. So, that is that. On to the next project I go.  Have a wonderful day.









...dla mojej coreczki. Nazwalysmy go Pablo (nie wiem dlaczego - jakos tak wygladal na Pablo). Zrobilam go wedlug opisu tutaj (po angielsku). Zajal tylko cztery dni sporadycznego dziergania, ma okolo 18cm wzrostu i najbardziej zmudna czesc roboty stanowilo szycie i konstrukcja.  Wloczka, ktora uzylam, to Bernat Mosaic. Bardzo podobna w charakterze do slawnej Noro Kureyon, ale poniewaz jest z akrylu, kosztuje o wiele mniej i jest o wiele mieksza. Jedyny problem to to, ze miejscami wloczka byla tak slabo skrecona, ze po prostu rozpadla/urwala sie podczas normalnego dziergania (nie bylo tu mowy o jakims napinaniu lub ciagnieciu). Szkoda.
Wszystkim dziekuje za odwiedziny i zycze slicznego dnia.

Tuesday, February 15, 2011

The neverending dress/Sukienka bez konca


No dobra, jestem z powrotem. Nie pisalam,bo po prostu nie mialam nic do pokazania, a zdrowie i obowiazki wypelnialy mi czas po brzegi. Robotki robily/robia sie w tempie typowo slimaczym, a poza tym nie tknelam ani drutow, ani szydelka, ani igly przez caly grudzien. Z braku czasu, opuscilam sie takze w odwiedzinach Waszych blogow, ale to przynajmiej latwo i przyjemnie nadrobic. Tak wogole to najlepiej bym chciala polozyc sie spac w koncu listopada i obudzic dopiero w styczniu. A kiedys grudzien byl moim ulubionym miesiacem roku... No coz... zycie.
  No wiec skonczylam wreszcie sukienke dla corki. Te Panie, ktore spotykam na Spotkaniach Robotkowych u Iwonki na Facebook'u, juz widzialy ja w tzw. toku.  Tu mala dygresja - bardzo lubie te spotkania i bardzo polecam wszystkim tym, ktorzy jeszcze do naszej grupki nie zawitali. Po prostu, my robotkowiczki (panowie tez mile widziani), spotykamy sie na Internecie, na zywo, i dyskutujemy o wszystkim i o niczym, pracujac w tym samym czasie nad naszymi robotkami. No, u mnie to w zasadzie jest tak, ze wiecej "gadam" i podziwiam Wasze  prace niz dziergam. Nastepne spotkanie odbedzie sie w ten piatek, 18go lutego o godz. 17:30 czasu polskiego. Musze dodac, ze uczestniczki sa rozsiane po calym swiecie, co dodaje swoistego uroku tym spotkaniom. Goraco polecam. Tutaj jest link do blogu Iwonki, jezeli ktos chce zaczerpnac wiecej informacji na ten temat.
     No dobra, sukienka... Wzor (po angielsku) nazywa sie Merry Maiden's Dress i mozna go zakupic tutaj w formie elektronicznej. Myslalam, ze nigdy tego nie skoncze. Zaczelam ja, hen, hen, jeszcze w sierpniu. Robilam tak wlasciwie w kratke, bo raz mi sie podobala, raz nie, raz to sie wogole dziwilam ze takie paskudztwo robie, a potem znowu mi sie podobala. Na poczatku jeszcze jako tako wszystko szlo, ale ze spodnica jest robiona z gory w dol, to oczek tylko przybywalo i przybywalo, a kazdy rzadek wydawal sie bez konca. Na dodatek trzeba bylo sie troche koncentrowac bo to i scieg azurowy i warkocze naraz, wiec o pomylke nietrudno. Oczywiscie w instrukcjach bylo kilka bledow i niejasnosci, wiec i prucia sie nie uniknelo. A na sam koniec odkrylam, ze dziecieciu glowa urosla tak, ze sukienka ledwo przechodzila jej przez glowe, wiec trzeba bylo pruc i poprawic. No, ale corcia kocha swoja nowa sukienke, wiec robota sie oplacila. Co do wloczki, to uzylam tu Berroco Vintage (mieszanka welny, akrylu i nylonu) poniewaz chcialam, zeby mozna ja bylo wyprac w pralce i wsadzic do suszarki. Nie polecam jednak tej wloczki. Nie dosc, ze sie niesamowicie mechaci jeszcze w robocie, to takze rozdwaja sie niemilosiernie i po upraniu rosnie jak na drozdzach. Popatrzcie na dlugosc sukienki - taka mniej wiecej byla kiedy ja robilam. Po upraniu, suknia siegala dziecku do stop, a rekawy byly do kolan. Musialam wlozyc do suszarki i dzieki Bogu obkurczyla sie jako tako. Przynajmniej moge ja latwo wydluzyc jak corcia podrosnie. No, i to na razie by bylo na tyle. Dziekuje za odwiedziny i do 'zobaczenia' w piatek na Facebook'u.
































OK, I'm back. I didn't post anything for some time simply because I didn't have anything to show, and I was just too busy with the mundane aspects of life. All of my projects were progressing at snail pace, plus I didn't touch knitting needles or a crochet hook throughout all of December. I wish that I could just go to sleep at the end of November and wake up in January. And to think that December used to be my favourite time of the year... That's life, I guess...
     Anyway, I finally finished the Merry Maiden's Dress for my DD (electronic version of the pattern can be purchased from here). This was the dress that never ends. Well, at least it seemed that way. I started it waaay back in August. Because I had doubts whether I even liked it (sometimes I thought it was ugly and sometimes I thought it was quite lovely), I didn't work on it continuously. Still, it was progressing satisfactorily, until I started on the skirt. Since it is supposed to be worked from top down, the amount of stitches per round kept increasing and increasing, so that each round seemed to be endless. Of course, the fact that this project incorporates lace and cable patterns, slowed the work down, since I had to pay attention to the charts and try not to make too many mistakes. On top of that, I found a couple of errors (at least I think so) in the (already somewhat vague) instructions. And the proverbial cherry on top was that my daughter's head (and the rest of her) has grown in the 3+ months since I tried the neck opening on her (back then, it was actually a bit on the big side), and now I had a hard time putting the dress over her head. So... to the frog pond I went and 'installed' a new and improved neck opening. At least DD loves her dress, so that makes me feel much better. 
    About yarn... I used Berroco Vintage (wool/acrylic/nylon combo) because I wanted the garment to be machine washable and dryable (is there such a word?).  However, I am not impressed with it. Not only is it super splitty and pills while you knit with it, it also grows like crazy after washing. Look at the length of the dress in the photos. This is more or less the length I made originally. However, after a wash, the skirt got so long, it reached my DD's feet, and the sleeves were almost down to her knees. So, I put the dress into the dryer and thankfully, it shrank to where I wanted it. At least I will be able to easily lengthen the dress when my DD grows again.
     So, that's about it. Thank you for visiting my blog. Have a wonderful day/evening.