Tuesday, October 19, 2010

A break from other projects/Przerwa na szalik


















Wiecie co? Zmeczyly mnie troche te wszystkie absorbujace robotki, ktore mam w toku. Ciagle trzeba uwazac zeby nie pomylic kolorow, sciegow, itp., itd. Najlepszym antidotum (oczywiscie robotkowym) jest wydzierganie czegos latwego, szybkiego i koniecznie z jakiejs przemilej wloczki. W ramach takiegoz wlasnie antidotum powstal krotki szaliczek z broszka. Niesamowicie latwy i szybki w wykonaniu. Dokladny wzor (Ruffled & Ruched scarf) mozna kupic na Ravelry, albo tutaj. Jednak same/sami przyznacie, ze takie cos mozna bardzo latwo stworzyc bez wzoru. Ot, po prostu dodajemy oczka tam, gdzie chcemy miec marszczenia, a potem je odejmujemy jezeli znow chcemy miec gladki material. To samo na brzegach, tylko w wersji sciagaczowej i juz nie odejmujemy oczek na koncu. Calosc jest robiona "od srodka" w dwoch etapach. W pierwszym etapie nabieramy oczka tak, zeby w drugiej czesci je ponownie wlozyc na druty i zaczac robic w przeciwnym kierunku.  Tak poza tym, to w sieci jest sporo darmowych wzorow na takie marszczenia, wiec wystarczy tylko poszukac i pokombinowac jezeli ma sie na to czas i ochote.  Co do tej przemilej wloczki... Uzylam tutaj jedna z moich ulubionych welen - Malabrigo Merino Worsted. To jest wloczka tak 'krzepiaca' i mila, jak dobry, cieply rosolek dla chorego czlowieka. Nie jest to wloczka najtansza (ale tez nie najdrozsza), dlatego czesto uzywa sie tylko 1-3 motki, co z reszta nie jest takie znowu zle, bo z reguly nie nadaje sie ona do wiekszych projektow jak swetry czy koce (jest to wloczka z luzno skreconych wlokien wiec bardzo sie mechaci i filcuje w takich sytuacjach).  Za to szaliki i czapki z niej zrobione sa bosko miekkie i cieplusienkie, i chociaz sa z 100% welny, to nie drapia ani troche. Jakis czas temu zrobilam kilka czapek z tej wloczki i nadal wygladaja jak nowe.  Musze tez dodac, ze kolory jakie Malabrigo oferuje sa przepyszne. Zadne zdjecie nie odda tej glebi barw i odcieni!!! Jezeli kiedys nadarzy sie Wam okazja aby uzyc tej welny (n.p. zakupy na eBay'u), to bardzo polecam.  No nic, koniec tej 'ody  na czesc Malabrigo'.  Odpoczelam troche od innych robotek, ale juz dzisiaj do nich wracam.  Pozdrawiam Was serdecznie, dziekuje za przemile komentarze i odwiedziny na blogu. Jezeli chodzi o odpowiedzi na komentarze, to postanowilam, ze bede ich udzielac w sekcji z komentarzami.  Zycze milego dnia/wieczoru.






  You know what? I got a little tired with all my knitting projects - they are either a little too time consuming and thus take forever, or require a bit too much concentration. The best antidote for this is to knit something easy, fast and from a wonderful yarn. And that's just what I did. The short scarf pictured in this post was super easy and fast to make. The Ruffled & Ruched Scarf pattern can be purchased either via Ravelry or from KnitPurl. The yarn I used here is Malabrigo Merino Worsted - one of my favourites. This yarn is as wonderful and comforting as a warm, yummy chicken soup is for a person with a cold. It's not the cheapest yarn (although not terribly expensive), hence people often use 1-3 skeins for a project. Still, since this yarn is single-ply and thus pills easily, it's not very suitable for bigger projects which will require lots of wear/friction (e.g. sweaters, blankets). However, I can comfortably say that hats and scarves made with this yarn are heavenly soft, toasty warm and not at all scratchy (unless you're super extra sensitive).  I have to add that the colours of Malabrigo yarns are simply amazing. I have yet to find a photograph that properly captures the depth and nuances of their shades. OK, enough of this 'ode to Malabrigo'. Today, it's back to my other knitting projects. Thank you for visiting my blog. When it comes to responding to your comments, I shall continue to do that in the Comments section - I find it more organized that way. Have a wonderful day/evening.




Tuesday, October 12, 2010

Flower Cardigan/Sweterek z kwiatkami



Tak to juz jest, ze jak sie jakas robotke dlubie, i dlubie, i dlubie, to sie ja w koncu wydlubie, czyli skonczy. Tak to bylo z tym sweterkiem, bo owego dlubania bylo CO NIEMIARA. Najpierw te ciagle zmiany kolorow wloczki.  Potem wyszywanie sporej ilosci kwiatkow, i niesamowitej ilosci  supelkow podluznych (scieg torsadowy/bullion stitch po angielsku). A na "deser" oczywiscie byla walka z tymi wszystkimi koncowkami bawelnianej wloczki.  To tak jak we snie, w ktorym biegniesz i biegniesz a jednoczesnie stoisz w miejscu. Obled. Tak w zasadzie sam projekt nie byl trudny - nic skomplikowanego, nic egzotycznego, tylko niemilosiernie zmudny. No, ale juz po wszyskim. Dziecince sie podoba. Sweterek jest na wyrost, wiec ujrzy swiatlo dzienne wiecej niz kilka razy. Dodatkowe zdjecia sweterka zamieszczam ponizej. Sam projekt jest z ksiazki "The Bumper Book of Knitting". Wloczka to bawelna Sonata, zakupiona w Elann. No, i to narazie tyle. Inne robotki sie robia, ale malpy tez sa wymagajace, bo albo trzeba zmian kolorow, albo sporej koncentracji zeby sie nie pogubic.  Dziekuje Wam za odwiedziny i zawsze mile komentarze. Zycze Wam nie tylko dobrego dnia, ale przede wszystkim dobrego zdrowia, zwaszcza, ze wchodzimy w sezon grypowy.

This sweater took forever to finish. FOR-EVER. Sometimes it felt like no matter how much I worked on it, it did not progress at all. First, it was the numerous colour changes for the stripes. Then I had to embroider 'gazillion' flowers and bullion stitch motifs. And for the grand finale, there were oodles of those nasty yarn ends to weave in and knot (yes, I knot certain yarns). Tedious - that's an understatement. But, it's all behind me now. My DD likes the cardi, which I made a bit big for her so that it will see the light of day more than five times before she grows out of it. The pattern is called Little Princess Cardigan by Melody Griffiths and can be found in The Bumper Book of Knitting (out of print). The yarn is Sonata from Elann. So, that's that for now. Other projects are definitely on the burner but they're also a bit demanding in terms of either colour changes or having to concentrate on the pattern (or risk loosing one's place and making mistakes). Thank you for visiting my blog and for the sweet comments. Wishing you a wonderful day and lots of good health, especially that we're entering the flu season.

flower cardi 4
flower cardi 3

flower cardi 6

Thursday, September 23, 2010

My new "toys"/Moje nowe "zabawki"












Robotki sie powoli robia, wiec narazie nie ma co pokazac w tej dziedzinie, ale za to listonosz przyniosl mi kilka nowych "zabawek", ktorymi chce sie pochwalic bo mi sprawiaja wiele radosci.  Chodzi, przede wszystkim, i oczywiscie, o wloczki. No... tak... mam do nich wielka slabosc.
Popatrzcie na te ponizej. Sa one z welny owcy rasy Bluefaced Leicester, a przyfrunely do mnie od Pimposhki (tutaj link do sklepu na Etsy), ktora je sama farbowala. Ludzie, jaka ta welenka mieciutka, z lekkim polyskiem, a zarazem czuje sie, ze sie trzyma porzadna, silna welne. A kolory jakie!!! Zadne zdjecie nie ujmie tej gamy i glebi odcieni! Pimposhko, slicznie Ci  te kolory wyszly!

My projects are still in progress, so for the time being, there is nothing finished to show. However, the mailman brought me a few new "toys", which I want to share with you, since they bring me so much joy. I am talking, of course, about yarn. Yes... I have a serious weakness when it comes to yarn, thread and related supplies.
Look at the beautiful skeins below. They're 100% Bluefaced Leicester wool and came to me from Pimposhka, who dyed them herself and did a wonderful job. People, what a wonderfully soft yarn this is (not a hint of scratchiness), with a slight sheen, and a definite woolen robustness at the same time. Absolutely lovely! I love the colourways, too. Unfortunately, no photos were able to fully capture the depth and range of the hues.


















BFL pumpkin and midnight 1

Nastepna wloczka, tez wlasnorecznie farbowana, przyszla z Play At Life Fiber Arts. Fajna, co? Jest to 100% baaaardzo cienkiego jedwabiu.  Niesamowicie przyjemna w dotyku. W sam raz na jakis koronkowy szal. W chwili, gdy pisze ten post, zostal w sklepie jeszcze jeden motek.  Cena, jak na 100% jedwabiu jest niezla, tym bardziej, ze wg. sprzedawczyni, wloczka ma w sobie troche wezelkow (co mnie akurat nie przeszkadza, bo umiem sobie z nimi poradzic) i jest "reinkarnowana" (czyli, ze w poprzednim wcieleniu byla ubraniem/materialem - niekoniecznie noszonym, tylko np. z tego, co sie nie sprzedalo w sklepie).

Next yarn, also hand dyed, came from Play At Life Fiber Arts. It is 100% veeeery thin, reclaimed silk. Wonderfully pleasant to touch. Perfect for a lace shawl. As I'm writing this post, there is one more skein left in the store. The price is reasonable, considering this is all silk, reclaimed and with a few knots (I can deal with knots in such a thin yarn - they don't bother me).














Nastepna zabawka. Ponizsza paczuszka zawiera 9 motkow welny Palette z Knit Picks, specjalnie na czapke dla dziecka.

Next toy. The package below contains 9 skeins of Palette wool from Knit Picks to make a chullo hat for my DD.














Tyle na razie wloczek - bo musze sie jednak hamowac z zakupami. Ale pokusilam sie jeszcze, tak dla hecy, na takie oto "znaczki" (ponizej) z tad, do przypinania na ubranie lub torbe.  OK, tlumacze tu baaaardzo luzno, zeby zachowac mniej wiecej znaczenie.  Na pierwszym od  lewej jest napisane: "Robie na drutach zeby nie pozabijac ludzi" - to na te dni, kiedy jestesmy w wyjatkowo zlym humorze i wszyscy/wszystko nam wchodzi na nerwy, lub gdy idziemy dziergac w miejsce publiczne i wiemy, ze chyba z 50 osob bedzie sie w sposob niegrzeczny dziwilo dlaczego tak wogole robimy na drutach, skoro mozna dzianiny kupic w sklepie o wiele taniej i szybciej.
Znaczek w prawym, gornym rogu (ten z drutami) ma napis: " Nie zadzieraj ze mna - trzymam ostre patyki."  Na obu dolnych znaczkach jest napisane: "Robienie na drutach/szydelkowanie jest tansze od (psycho)terapii."  Wszystko to oczywiscie z przymruzeniem oka.

So, that's it for yarn - I have to control myself, otherwise, I would buy yarn every week. However, I also bought myself these knittng/crochet related pins from Material Whirled.

 pins

 No, i to tyle zabawek. Na koniec, przegladajac pudlo z przyborami do robotek, znalazlam nastepna robotke, ktora czeka na obrobke. Nawet nie wiem co z tego zrobic, bo ma to ok. 18 x 12 cm, czyli ze male. Na poduszce mi sie nie widzi... Hmmm... Moze cos mi wpadnie do glowy.

So, that's it for my new toys. The other day, though, as I was looking in a box with my craft supplies, I found another unfinished needlepoint project. The stitching is all done, but I have no idea what to do with it. It's small, approx. 5x7 ", and I don't envision it on a pillow, or anything. I don't know...














A na razie, dziekuje Wam za odwiedziny na moim blogu, za mile komentarze i porady. Zycze milego/dobrego dnia bez zmartwien.

Thank you for visiting my blog, for the wonderful comments and suggestions. Have a wonderful day without any worries.











Friday, September 3, 2010

Co lubie?



















No, tak. Ja to zawsze z opoznieniem. ;-)

Do zabawy zaprosila mnie Tereska.

No wiec, coz ja takiego lubie? Wiele rzeczy. Na przyklad:

1. Byc zdrowa. Dni bez bolu.  A takze, kiedy zdrowa jest moja rodzina.
2. Kiedy ludzie sa dla siebie mili, dobrzy i wyrozumiali.
3. Robic na drutach, szydelku, wyszywac.
4. Wloczki, nici i tym podobne.














 Wloczka obok:
Malabrigo Aquarella; Kolor: Floresta


5. Czytac i ogladac ksiazki.
6. Moj dom i okolice, w ktorych jestem usytuowana.
7. Kawe!!!!! I to jeszcze jak!
8. Lasy, jeziora, laki i kwiaty.
9. Odwiedzac Wasze blogi.
10. "Bawic" sie kosmetykami.

Do zabawy zapraszam Anie.
Zasady:
1.Napisz, kto zaprosil Cie do zabawy.
2.Wymień 10 rzeczy, które lubisz.
3.Zapros 10 innych blogerow i poinformuj ich komentarzem.

Wloczka ponizej: Kauni 8/2  Effektgarn; Kolor: EQ 














Wloczka ponizej: Malabrigo Merino Worsted; Kolor: Emerald Blue














Wloczka ponizej: Twisted Fiber Art Duchess Evolution; Kolor: Firefly

Saturday, August 21, 2010

Wstyd, wstyd, wstyd.../Shame, shame, shame...


















A wszystko zaczelo sie od powyzszej poduszki (uwaga: dluuuugi post).  Zrobilam ja przeszlo 20 lat temu. Mloda bylam, milam kilkanascie lat, dopiero zaczynalam 'krzyzykowac', wiec porobilam wiele bledow. Do glowy mi nawet nie przyszlo, ze wszystkie krzyzyki powinny byc wyszyte w tym samym kierunku. Z liczeniem krzyzykow i pol pustych tez bylo kiepsko, wiec wzor wyszedl krzywy. A ze bylam niezbyt bogata, jeszcze w szkole, wiec za kanwe posluzyla mi stara spodnica. Rozumie sie, ze po tylu latach poduszka wygladala gorzej niz miernie, wiec postanowilam jej wymienic 'wnetrznosci' i wogole generalnie odswiezyc. Wybebeszylam to wszystko, poduszke upralam i nadzialam ja nowym 'farszem'. Troszke lepiej wyglada. Mam do niej wielki sentyment. Patrzac na nia, pomyslalam sobie, ze jak kiedys bede miala wiecej czasu, to wyszyje ten wzor jeszcze raz (ale porzadniej). No wlasnie... Jaki czas? Z kad ten czas? No i co z tymi wszystkimi robotkami krzyzykowymi/wyszywankami, ktore leza i czekaja na wykonczenie? Postanowilam zobaczyc co mi tam w szafie zalega i... az mnie zimne poty obeszly z przerazenia. Wstyd ile tego sie nazbieralo. No, po prostu WSTYD. Nie mam zadnego usprawiedliwienia.  Kiedys duzo wyszywalam, ale po smierci mamy w 2004 zupelnie stracilam motywacje. Mama zawsze szukala dla mnie ciekawych wzorow, a ja czesto wyszywalam dla niej i dla innych ludzi.  Ale to i tak nie usprawiedliwia tego, ze robotki zaczete jeszcze w latach 80-tych i 90-tych ubieglego wieku, leza niedokonczone. Chociaz szybko dodaje, ze to nie jest tak, ze wszystko pozaczynalam, a niczego nie dokonczylam. Wiekszosc moich skonczonych robotek powedrowala w swiat, a mi przez mysl nie przeszlo, zeby robic temu zdjecia.  No, ale mam jeszcze trzy poduszki, ktore przedstawiam ponizej. Dwie, te z muszelkami, robione byly w latach 80-tych (mialam wtedy ok. 17 lat).  Chociaz zrobione sa okropnie, to tez mam do nich wielki sentyment.  Ta z fiolkami, robiona w latach 90-tych, wyszyta jest nicmi welnianymi.

It started with the pillow in the above photo (warning: looong post). I made it over 20 years ago. I was a teenager, just starting to learn cross stitch. Consequently, there are MANY mistakes in this piece. I don't know why, but I didn't think to orient all of the stitches in the same direction. I was also very lax when it came to counting stitches and empty spaces, so obviously, the entire pattern came out crooked.  Because I was only a student, without much of an income, I recycled an old skirt as my canvas.  After so many years, the pillow looked seriously bad, so I decided to clean it and replace the stuffing. It looks a lot more presentable now. I thought that I would like to stitch this pattern again, only better. Sure... But WHEN?  And what about all those embroidery projects that I started, but never finished? I decided to see what I still have left to finish and... it gave me cold sweats. I am absolutely ashamed at the amount of unfinished needlework I left in the closet to 'rot'.  I really have no excuses.  I used to be an avid stitcher, but after my mom passed away in 2004, I lost my motivation. She used to find new patterns for me, and I stitched many pieces for her and other people. However, this still doesn't excuse the fact that I have unfinished projects started as far back, as the 1980's. Mind you, it's not like I started everything, but finished nothing.  Most of my work went to loving homes, but I never thought of taking photos.  I still have some projects left in my possession.  The two seashell pillows below were made in the 1980's (I was 17 years old). The one with the violets is needlepoint, stitched with wool. 



































No, a teraz do ostrego rachunku robotkowego sumienia. 
Ponizej widzimy niedoszly obrus, zaczety zaraz po przyjezdzie do Kanady w 1983. Nici jeszcze z Polski. Nie wiem co z tej 'sieroty' wyjdzie, bo kompletnie mi sie ona nie widzi, a material, po tak dlugim czasie wzial sie i miejscami przebarwil (no... dostal takich jakichs brazowych plam). Wstyd...

And now... I present all my poor, abandoned needlework projects.
Below, I present a tablecloth candidate, started right after I arrived in Canada, in July of 1983, with thread and fabric brought with me from Poland. I have no idea what to do with this, because I'm really not into it anymore, and the fabric, after so many years, got some brownish spots. Shame. Shame on me.














Nastepnie, dwa obrazki, z serii niedoszlych szesciu, ktore mialy byc oprawione w ramke i zawieszone w kuchni. Musze powiedziec, ze samych zmian nici i laczenia ich kolorow jest tutaj niesamowita ilosc, wiec robota super zmudna, ale za to efekt fajny. Tak... No coz... Cierpliwosci chyba zabraklo... Dom sie zmienilo.  Chyba to jakos wskrzesze, bo mi szkoda tego.

Next, there are two fruit pictures (of which there were supposed to be six in total), that were supposed to be framed and hanged in the kitchen. I do have to mention, though, that the colour changes and the blending of threads in this project (it's a Teresa Wentzler design) are very numerous and thus tedious. I guess I ran out of steam and patience. I also changed houses. I would love to finish this project, though.


















Te rozyczki ponizej, to niedoszly bieznik na lawe mojej mamy. Wzor jest Szkoly Berlinskiej (nie wiem czy to poprawna polska nazwa, ale po angielsku nazywa sie to Berlin Woolwork).  Ale mamy nie ma... Ani jej lawy. Mialo to byc o wiele dluzsze, ale chyba zakoncze troche wczesniej, dodam jakos (jeszcze nie wiem jak) merezke i cos z tego jeszcze bedzie. Tylko kiedy?

The roses below are part of an unfinished runner for my mom's coffee table. It's a Berlin Woolwork design. But, mom is no longer here, and neither is her coffee table. It was supposed to be quite a long piece, but I think that I'll just make it shorter, add some hemstitching and save this. But when? 


















A oto nastepny wzor Szkoly Berlinskiej. Hmmm... Wydawalo mi sie, ze mialam wiecej tego wyszyte. 

This is also a Berlin Woolwork design. Hmmm... I thought that I had a lot more of it done.








Nastepnie, niedoszle serce z rozyczek. Problem z ta, i z powyzsza robotka to to, ze krzyzyki sa prawie mikroskopijne, wiec wyszywalam to z pomoca specjalnego szkla powiekszajacego. Na to trzeba miec czas i cierpliwosc - a ja tymczasowo nie posiadam ani jednego, ani drugiego.  Ach, te 'usprawiedliwienia'.

Next, what was supposed to be a heart made of roses. The problem is that in this one and in the project above, the stitches are nearly microscopic. I used to stitch this looking through a magnifying glass. This required time and loads of patience, which, at the present, I do not have. Aaaah... excuses.














Z rozami ciag dalszy... Prosze bardzo, na duzej kanwie, wyszywane welna. Powinno isc szybko, prawda? Tym bardziej, ze to tylko polkrzyzykami.  I co?  I wielkie NIC. Ale obok polozylam obrazek, zeby bylo widac, co to z tego ma byc.

Continuing the rose theme... Next piece is on large canvas, tent stitch, using a thick wool yarn. It should have been a relatively quick project. But it wasn't. Nope. At least I put a photo from the original packaging next to my canvas, so that you can see what it's supposed to look like.














Kiedys maz poprosil mnie, zebym mu wyszyla taka rusalke/kobietke ze skrzydlami (Bo on lubi jak dla niego wyszywam. Ta niebieska poduszka z samego poczatku tego postu, to tez dla niego, tylko ze na dlugo przed slubem). No pewnie, ze mu wyszyje. Tylko, ze nie wiem kiedy skoncze.  A mialo to to byc i z koralikami, i ze specjalna blyszczaca nicia. Wstyd mi jak nie wiem co...

Long time ago, my hubby asked me to stitch him this fairy (He likes when I stitch for him. That blue pillow at the beginning of this post was made for him long before we were married). Sure, I'll stitch it. I just don't know when I'll finish it. It's supposed to have all kinds of beads and shimmering threads. Shame on me...


















Nastepnie, obrazki juz wyszyte, ale blagajace o naciagniecie i oprawienie. Biedulki. NB, wyszyte sa one stylem tzw. Bunka, z uzyciem specjalnej igly. Przynajmniej ten typ robotki idzie naprawde szybko.

Next, we have pictures where the stitching is all done. They're just endlessly waiting to be blocked and framed. They are done using Bunka embroidery, with a special needle. At least this type of needlework goes very quickly.




 
























W tym wszystkim najgorsze jest to, ze mimo tego 'ogromu' niedokonczonych 'sierot', mam juz na oku pelno innych robotek do wyszywania (nie wspominajac juz o drutach, szydelku i frywolitkach). Nie moge sie doczekac, az sie zabiore za ta ponizej. Tak, jestem straszna. Wstyd... ;-)

You know what's really bad? It's that I'm already considering new embroidery projects (not to mention knitting, crocheting and tatting).  I can't wait until I start the one below. Yeah, I'm bad. Shame on me ;-)


















Wszystkim pieknie dziekuje za odwiedziny na blogu. Zycze slicznego i spokojnego dnia/wieczoru.

Thank you very much for visiting my blog. Have a beautiful and peaceful day/evening.